Tak zaczęłam pisać pamiętnik. Nie. To jest bez sensu. Wyrwałam kartkę i rzuciłam ją na podłogę. W sumie jedyną ciekawą informację, którą mogę o sobie powiedzieć, są te "nieopanowane ruchy". Wy, możecie inaczej to zrozumieć. Nie jestem chora na żadną z chorób związanych z takimi dolegliwościami. Moje "nieopanowanie" polega na czym innym.
Czasami, kiedy siedzę sobie w basenie ze znajomymi, potrafię w dziwny sposób podnieść wodę. Podnieść ją w ręce. Mieć w rękach kulkę z wody. WODNĄ KULKĘ. Rozumiecie to? Tą wodną kulką potrafię rzucić w kogoś. Nie panuję nad tym. Są nieliczne dni, kiedy jest to przydatne. Na przykład, kiedy upał daje o sobie znać niemiłosiernie, oblewam wszystkich wodą. Przypadkowo. Wtedy inni mi dziękują.
Wodę potrafię także wyczarować. Oczywiście nigdy nie panuję nad tym, kiedy to się dzieje. Czuję się jak jakaś istota z bajki. To jest straszne. Nie mam o kim z tym porozmawiać. Nie wiem co jest ze mną.
Moi rodzice udają, że nie wiedzą o co chodzi i że nie ma żadnego problemu. Myślą, że to, że wylatuje mi z ręki woda jest, hm, przypadkiem. I że JA tego nie robię, nie jest to z mojego powodu. Bardzo się mylą. O jak bardzo.
Tego pięknego dnia siedziałam sobie na łóżku, znowu próbując zacząć pisać pamiętnik. Musiałam się z kimś podzielić moim problemem, jak nie z człowiekiem, to z kartką.
Kolejna próba napisania czegoś fenomenalnego; interesującego; przedstawiającego mnie w dobrym świetle; poszła na marne. Byłam ze wszystkich stron otoczona górą ledwo zapisanych kartek. Współczułam im. To nie ja, to przez moją chęć dążenia do absolutnej perfekcji. Chyba jestem perfekcjonistką. Niby tak. Sama nie wiem.
Po jakimś czasie ciszy i mojego jęczenia, że tym razem się uda, nastąpiła na prawdę wielka cisza. Słyszałam chyba tylko cykające koniki polne, bo był już wieczór. Powoli zaczęły rozstępować się papiery, od strony okna. Utworzyła się droga, którą człowiek spokojnie mógłby przejść. Trochę się bałam. Bardziej byłam zaskoczona, ale mniejsza z tym.
Z zewnątrz, z okna, zaczął powoli pełznąć do mnie wąż. Duży wąż. Tyle, że to nie był taki ZWYKŁY wąż. Nie bałam się go, gdyż był... cały z wody. Poczułam, że on mi pomoże. Wytłumaczy mi to i owo.
Rozmyślałam tak sobie, a kiedy istota była już przy moim łóżku, uniosła łebek i spojrzała mi prosto w oczy. To była wodna kobra. Przemówiła.
- Witaj. Nassssssywam się Piesssssssssssssszzzzczoszzzzzzzzzzka. Psssszzybyłam z tamtąd, gdzie powinnaśśś się znaleśśśśść. Czy, zgodnie z wiadomością, którą mi dosssstarczono, potrafisssssssszzz władać wodą, ma sssssssię rozumieć?
Byłam zaskoczona. Serio. Teraz naprawdę. Jednak czułam, że mogę jej ufać. Na początku drżącym, potem pewnym głosem odpowiedziałam.
- Czeeeść. Peewnie znasz moje imię, skoro Cię tu przysłano, ale i tak wypada się przedstawić, tak jak Ty. Widzę, iż jesteś dobrze wychowanym wężem. Cóż, ja jestem Elena. Czasami potrafię utworzyć kulkę wodną z wody, lub stworzyć ją, nie wiem, hm, z rąk? Jednak nie panuję nad tym. A właściwie... kto Cię przysłał?
- Psssszzzychodzę z lepssssszego świata, moja droga. Od dzisssssiaj jessstem Twoją psssszzzewodniczną, możemy się też zapsssssszyjaźnić. O, jak bardzo chciałabym mieć psssssszyjaciółkę...
- Ale... gdzie jest ten, no.. "lepszy świat"?
- Chodź ze mną, psssssszekonasz sssssię.
Wskazała łebkiem na resztę swojego ciała. Wsiadłam na Pieszczoszkę i... poleciałyśmy. A właściwie przeniosłyśmy się w czasie. To, co zobaczyłam, było przepiękne.
Na wodnych drzewach wisiały wodne domki. Wszystko było z wody. Część istot miało ciało fizyczne, tak jak ja, a część była zupełnie goła, i z wody. Pieszczocha, bo tak pozwoliła mi się nazywać, wskazała mi moje mieszkanko. Bałam się, że stopa przeleci mi po prostu przez wodę i spadnę parę metrów w dół. Wąż uspokoił mnie, że tak się nie stanie. Na wszelki wypadek cieszyłam się, że byłam lekka jak piórko, od zawsze, i najwyżej woda mnie uniesie.
Najpierw musiałam dostać się do domku. Pieszczocha powiedziała, że tutaj, jeśli bardzo, bardzo czegoś chcemy, to się dzieje. Przynajmniej na początku, kiedy tak jak ja wtedy nie panowałam do końca nad swoimi mocami, musiałam bardzo postarać się, aby dostać się do mieszkania.
Usiadłam więc w lotosie na wodzie. Gorąco myślałam o tym, że chcę znaleźć się u góry, w domu. Nie myślałam o moim starym domu. Wcale. O rodzicach też nie, gdyż wiedziałam, że będę mogła ich odwiedzić w każdej chwili, jeśli tylko tego zechcę. Kochałam ich, ale wiedziałam, że tu będzie mi lepiej. Oni są tacy ja, nauczą mnie czegoś wyjaśnią.
Wróciłam do intensywnego myślenia o moim domku. Po minucie znalazłam się w nim.
Znalazłam się w nim siedząc w lotosie. Wstałam i to co ujrzałam, było przepiękne.
Cały pokój, bo mieszkanie składało się właściwie z pokoju, gdzie znajdowało się łóżko i trochę drobiazgów, to znaczy radio i parę płyt mojej ulubionej wokalistki.
- Skąd wiedziałaś?- zwróciłam się do węża zwiniętego na moim łóżku. Była tak wielka, że zajmowała połowę łóżka. No cóż.
- Ale co?- zaspana już odpowiedziała.
- Że uwielbiam Ellie.
- Ano... Wiessssszzzz, w Twoim pokoju było pełno jej plakatów i częsssssto jej sssssłuchałaś. No i masssz takie sssamo imię jak ona- odrzekła jakby to było normalne, że wie, czego słucham.
- Ty... obserwowałaś mnie?!- krzyknęłam.
- Spokojnie, nie unoś się. Nasze państwo zawsze obserwuje tych, których zabierze do siebie, jakiś czas przed tym- ponownie, pełna spokoju usadowiła się na łóżku.- Lepiej się wyśpij, jutro wytłumaczą Ci kim jesteś i kim się STANIESZ.
- CO?! To ja się zmienię? Nie ja nie chcę...
Z jednej strony nie chciałam, a z drugiej ciekawość zwyciężyła. Nic więcej nie powiedziałam. Włączyłam cicho muzykę idolki, zdziwiona, nawet płyta była z wody i usadowiłam się koło węża. Zastanawiałam się co przyniesie dzień. Nawet nie wiedziałam kiedy zasnęłam.
Jak się podoba? Postaram się, aby nagle mi nie odwaliło i przestała pisać. Wyczekujcie kolejnego rozdziału! :)
=D Świetne! ♥
OdpowiedzUsuńDziękuję. :)
OdpowiedzUsuń